Z relacji pilotów wynikało, że laser był za każdym razem kierowany z jednego rejonu, terenu gdzie mieściły się prywatne posesje. Dodali, że w celu uniknięcia kontaktu oczu z laserem zmuszeni byli odwracać wzrok, a nawet zmieniać kierunek lotu śmigłowca. Sprawą zajęli się śledczy z Komendy Powiatowej Policji w Krakowie.
Szczegółowa analiza przebiegu tych zdarzeń przeprowadzona zarówno przez jednostkę wojskową, jak i śledczych w ramach prowadzonego dochodzenia, doprowadziła do wytypowania konkretnego rejonu i adresów, z których laser mógł zostać kierowany. Następnie śledczy zajęli się typowaniem sprawcy wśród mieszkańców tej okolicy.


5 lutego br., kilka policyjnych załóg udało się tam na przeszukania. W jednym z wytypowanych adresów, u 38-latka, stróże prawa znaleźli zawinięty w bandaż ortopedyczny i schowany w szafce z ubrankami dla dzieci laser emitujący zielone światło. Mężczyzna początkowo nie przyznawał się do kierowania go w stronę śmigłowców.
Śledczy zabezpieczyli i przekazali laser do badań w Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Okazało się, że moc tego urządzenia emituje na tyle niebezpieczne światło, że może spowodować trwałe uszkodzenie wzroku w przypadku trafienia nim w oko, a jego zasięg sięga nawet do 10 kilometrów.
Skompletowany materiał dowodowy upewnił śledczych, że przestępstw tych dopuścił się 38-latek. W ubiegłym tygodniu, 17 marca br., policjanci przedstawili mu trzy zarzuty stworzenia zagrożenia dla bezpieczeństwa śmigłowca wojskowego i zdrowia pilotów, do czego w rezultacie się przyznał. 22 marca br. skierowano przeciwko podejrzanemu akt oskarżenia do sądu. Grozi mu wysoka kara grzywny albo kara pozbawienie wolności do roku.

Masz jakąś zabawną, wzruszającą albo dziwną historię związaną z lotniskiem? Wydarzyło się coś ciekawego podczas odprawy? Ktoś cię zaskoczył na lotnisku? A może wydarzyło się coś zupełnie nieprzewidywalnego? Opowiedz nam o tym!

Pomożemy